Jest druga połowa lat 80. Nowojorski biznesmen Rory ( Jude Law ) bez wahania przyjmuje zaproszenie do pracy od starego przyjaciela i przygotowuje się do powrotu do rodzinnej Wielkiej Brytanii. Przyzwyczajeni do ciągłego przemieszczania się rodzina – żona Allison ( Carrie Kuhn ) i dwoje nastoletnich dzieci – nie protestują i cała rodzina przenosi się do starej rezydencji w Surrey pod Londynem. Rory wysyła syna do najlepszą prywatną szkołę i kupuje swojej żonie rasowego konia. Wydaje się, że wszystko idzie gładko, ale z początku Allison dowiaduje się, że nikt tu nie zaprosił Rory’ego – sam zapytał o stanowisko, a później widzi, że na ich koncie bankowym prawie nie ma pieniędzy. Tak zaczyna się „Gniazdo” – dramat, horror i obraz społeczny w jednym

tablet photo

Film niedający się sklasyfikować

Na pierwszy rzut oka „Gniazdo” to psychologiczny horror, obraz o złowrogim domu, albo o ojcu rodziny, który zaraz oszaleje. To wszystko oczywiście nie jest prawdą. „Gniazdo” to dramat rodzinny o niszczycielskiej sile ambicji i osiągnięć. Durkin po raz kolejny po mistrzowsku buduje niepokojącą atmosferę, zmuszając widza do zastanowienia się, gdzie leży problem i jak to się wszystko skończy. Dla Jude Law rola Rory jest od razu jedną z najlepszych w jego karierze. Jednak to nie Jude Law rządzi serialem, ale wiecznie niedoceniana i siedząca w tle Carrie Coon. Gra postać uwięzioną w uścisku okoliczności. Nie ma dokąd pójść, boi się swojego poprzedniego życia, a co najważniejsze, jest stale przekonana, że wszystko jest w porządku, nie ma zagrożenia.

Napięcie budowane z mistrzowską precyzją

Durkin korzysta z arsenału kina gatunkowego, wymuszając napięcie, ale w najważniejszym momencie z jakiegoś powodu te opada. Kiedy wydaje się nam, że losy postaci czy rodziny są przesądzone, następuje zwrot akcji, który sprawia, że wszystko wraca do porządku. Kiedy ich życie ma się potoczyć już tylko lepiej, pozorny drobiazg niszczy cały misterny plan. Tu nic nie jest oczywiste, a przede wszystkim powód, dla którego tak się dzieje. Wydaje się, że wszystkie i te pozytywne i negatywne przypadki przydarzają się rodzinie niejako niechcący, ale jednocześnie podświadomie wiemy, że tych przypadków jest zdecydowanie za dużo. Dopiero oglądając ostatnie sceny, zdajemy sobie sprawę, że zakończenie musi wyjść od nas samych, że otrzymaliśmy pełen pakiet wskazówek, z których musimy skorzystać, żeby antycypować życie naszych bohaterów i ich przyszłe losy. To film dla każdego, kto nie lubi prostego, banalnego kina. Nie satysfakcjonują go filmy, w których koniec jest przewidywalny, zanim zacznie się właściwy obraz.